Posted add: 25 stycznia 2018

Recenzja: #3 Pryncypium

Salve.
Za książkę dziękuję Melissie Darwood wraz z ładną dedykacją dla mnie. Rzadko mam okazję mieć nie tylko dedykację, ale i autograf jakiegokolwiek pisarza. Pryncypium to pierwsza pozycja tej Autorki, którą przeczytałam.









Tytuł: Pryncypium
Autor: Melissa Darwood
Wydawnictwo: Genius Creations
Ilość stron: 370
Data Wydania: luty 2017
Wydanie I
Format: papier
Gatunek: fantasy, new adult/young adult
Podgatunek: high fantasy, urban fantasy









Opis:
Jak masz na imię? – słyszymy setki razy w życiu.
Imię towarzyszy nam od narodzin aż po kres naszych dni. Czy jednak mamy świadomość, że imię może nas definiować, wpływać na to, jacy jesteśmy? Czy kierują nami impulsy ciała (Lokum), odruchy psychiki (Ipsum), czy też może tajemnicze, odwieczne Nomen – imię?
Zoltan jest członkiem starożytnej tajnej organizacji, stojącej na straży praw Pryncypium i strzegącej wiedzy o Nominach. Aniela zaś młodą, lecz doświadczoną przez los dziewczyną, starającą się zapewnić swoim najbliższym byt i uratować rodzinne gospodarstwo. Dzieli ich wszystko: status społeczny, osobowość i wyznawane wartości. Łączy mająca tysiące lat wspólna historia. Jej najnowsza odsłona pełna jest silnych uczuć, niefortunnych decyzji i katastrofalnych pomyłek.
Co wydarzy się, kiedy połączą ich uczucia, ale rozdzielą zasady, według których żyją? Czy Aniela będzie potrafiła przyjąć trudny dar Zoltana?

Recenzja:
Rzadko czytam młodzieżową literaturę. Pewnie dlatego, że już wyrosłam z niektórych takich, lecz nie twierdzę, że już nigdy nie sięgnę. Sięgając po tą pozycję, nie wiedziałam do końca, czego mogę się spodziewać. Jednak stwierdziłam, że zaryzykuję, bo niekiedy to chcę też przeczytać zupełnie coś innego niż to, co zwykle wolę. Czasem warto.
Trochę się obawiałam tego, że mi się może jednak nie spodobać. Jak przy każdej książce chyba, ale przy młodzieżowych to jestem jakoś bardziej uczulona. Może temu, że panuje jeden trend i bałam się, że może to być coś pod ten kontekst, choć nie to samo. I przyznam, że choć temat, jakich wiele, lecz inny niż tego, którego się spodziewałam (na szczęście) to napisany w fajny sposób. Bardzo lekki i przyjemny. Styl o dziwo dobry, bo spodziewałam się trochę słabszego. Owszem, nie brak wątku miłosnego, ale to akurat na plus, bo ukazany został w subtelny sposób. Od razu można się domyślić, jak się skończyła powieść, ale nie brak także zawrotnych akcji.
W sumie, to dawno tak się nie wciągnęłam. Bardzo dawno. Może tematyka dla młodzieży i dla nich pisana, ale to nie przeszkadza temu, aby i dorośli mogli również przeczytać. Podobały mi się tytuły rozdziałów. Takie trochę inne od tych często spotykanych, jak na przykład rozdział nr jakiś tam z ewentualnym podtytułem, w zależności od postanowień Autora. Na plus działa narracja trzecioosobowa. Jakoś nie widzę tej powieści w pierwszoosobowej, możliwe, że byłoby to bardzo zagmatwane, a tak jest w sam raz. I jakoś wolę bardziej narrację trzecioosobową od pierwszoosobowej, choć nie wykluczam też tego, że i ja sama tego nie wykorzystam w przyszłości.
Dwójka głównych bohaterów tejże powieści to Aniela i Zoltan. W pierwszej kolejności chcę zaznaczyć, że imię Zoltan skojarzyło się mi z Zoltanem Chiway'em z Wiedźmina (i z góry tu wszystkich pozdrawiam, jeśli wiedzą, o kogo mi chodzi). Tak jakoś mi się skojarzyło z tym kimś. I przy okazji chcę też nadmienić, że żył sobie dawno temu wódz węgierski z dynastii Arpadów imieniem Zoltán.

Podsumowanie:
Ogólnie to bardzo pozytywna książka, którą warto przeczytać, jeśli ktoś szukałby takiej na rozluźnienie i nie wymagającej. Owszem, może i nie jest to górnych lotów pozycja, ale warta swej uwagi.

Ocena:
7/10 - przyjemne

2 komentarze:

  1. Bardzo dobrze wspominam lekturę tej książki. Teraz czekam na kolejną książkę Melissy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam długo o tej pozycji, ale jakoś nigdy nie pociągneła mnie tak, żebym po nią sięgneła. Szczególnie, że naprawdę mam co czytać :)
    Także zaobserowałam.

    OdpowiedzUsuń